
– Nikt nie chce kupować naszych prosiąt. Od czasu kiedy znaleźliśmy się w strefie żółtej producenci, z którymi współpracowaliśmy latami odwrócili się od nas. Oliwy do ognia dolewa niechęć powiatowych lekarzy weterynarii, którzy nie chcą świń ze stref na swoim terenie, a przecież żółta strefa jest jedynie obszarem ochronnym, w którym nie zostały stwierdzone ani ogniska, ani nawet przypadki ASF – żalą się producenci prosiąt spod Sochaczewa.
Każdy kto ma świnie zdaje sobie sprawę jakie konsekwencje czekają tych rolników. Nie da się z dnia na dzień zatrzymać porodów. Prosiąt z tygodnia na tydzień przybywa, świnie rosną, a chlewnie nie są z gumy. Hodowcy zdani są sami na siebie w poszukiwaniu zbytu i rozwiązywaniu problemu. Odpowiedzią rynkową, którą znają już doskonale producenci ze wschodu kraju są niższe ceny zarówno prosiąt jak i żywca. Historia pokazuje, że tylko czekać aż w okolicy pojawią się pierwsze ogniska i rozpocznie się prawdziwy dramat.
Niestety taki scenariusz maluje się dziś również dla reszty kraju. Po tym jak wirus przeskoczył na zachodnią stronę Wisły optymizm w branży się skończył. Producenci nie wierzą już, że chorobę uda się ujarzmić i zatrzymać. Stąd larum podnoszone przez rolników, którzy nagle znaleźli się niebezpiecznie blisko zarazy. Jednymi z pierwszych byli rolnicy z województwa łódzkiego gdzie utrzymywanych jest ponad 1 mln świń. Tam, m.in. w okolicy Piotrkowa Trybunalskiego, znajdują się potężne zagłębia trzodowe.
Kolejne spotkania planowane są w Wielkopolsce (30 stycznia Lipno k/Leszna), gdzie w sumie stoi prawie połowa polskiego pogłowia bo ponad 4 mln świń. aku