
Odpowiedź jest prosta, ale postawione przypuszczenia oburzające. Duńczykom zależy na tym, podobnie jak każdemu wolnemu od ASF państwu, aby zachować status kraju wolnego od tej okropnej niszczycielskiej zarazy, która może spowodować likwidację hodowli trzody w wielu rejonach danego kraju.
Jak wiadomo, jeżeli Dania wykryłaby ASF w zwłokach dzików musiałaby o tym poinformować OIE, a tym samym wszyscy importerzy duńskiej wieprzowiny musieliby uzyskać takową informację. Duńczykom sprawa jest mocno nie na rękę, więc po prostu postanowili padłych dzików nie badać, tak dla bezpieczeństwa... Jak to mówią "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal"...
Dr Stig Mellergaard, DVM, główny doradca w duńskim Ministerstwie Środowiska i Żywności powiedział Pig Progress, że jest mało prawdopodobne, aby dzik był pochodzenia duńskiego. O ile wiadomo dziki nie mają paszportów, ani kolczyków identyfikacyjnych, więc skąd pewność?
– Wiemy, że populacja dzików w Danii, która obecnie liczy 30–40 zwierząt, koncentruje się w południowej Jutlandii w pobliżu granicy duńsko-niemieckiej. Jest więc mało prawdopodobne, aby te utopione zwierzęta były duńskie. Zdarza się raz lub dwa razy w roku, że tusze dzików przypływają na brzeg w Danii, ale po raz pierwszy tak się stało w Ærø – mówił.
Z czego zatem wynika pewność, że to nie dzik pochodzenia duńskiego i do tego nie zakażony wirusem ASF... Niestety wszelkie dowody w tej sprawie już nie istnieją... a Duńczycy nie mają problemu. Gdyby w każdym kraju postępowano podobnie, afrykański pomór świń byłby w każdym kraju bez wyjątku.
oprac. dkol na podst. pigprogress.com
Fot. poglądowe
