Mieszkańcy eleganckiej XI dzielnicy, w górzystej Budzie, od jakiegoś czasu mają „niechcianych lokatorów” na swoich ogródkach. Dziki schodzące całymi watahami ze zbocz parku leśnego Pilisi, dostają się na posesje przez uszkodzone ogrodzenia. Tam ryją w ziemi w poszukiwaniu pożywienia – glist, pędraków, larw, ślimaków, orzechów, a także cebulek tulipanów. Wataha liczy ok. 100-150 osobników, a straty jakie powodują są ogromne.
Ze względu na to, że na terenach zamieszkanych nie można polować przy użyciu broni palnej, władze postanowiły poradzić sobie z problemem w inny sposób. Zatrudniono trzech łuczników. Jak zapewnia strażnik leśny, Zoltan Somogyi, z łuku bloczkowego można bez większego problemu zabić dzika z odległości 100 metrów. Co więcej, jego zdaniem wystarczy odstrzelić tylko kilka osobników, aby reszta watahy wycofała się i przestała plądrować przydomowe ogródki.
Dziki to jednak nie jedyny problem okolicznych mieszkańców. Jak podaje portal rmf24, w XI dzielnicy Budapesztu, pojawia się coraz więcej lisów, które schodzą nocami ze wzgórz i wyjadają pozostawione przez psy i koty jedzenie. „Dowody zbrodni” są widoczne gołym okiem tuż przy lisich norach. Można tam znaleźć pełno plastikowych opakowań po karmie dla zwierząt.
Źródło: rmf24.pl
StoryEditor
Budapeszt: nie można używać przeciwko dzikom broni, będą je odstrzeliwać… z łuku
W Budapeszcie prawdziwą plagą stały się dziki schodzące ze wzgórz do przydomowych ogródków. Ponieważ w myśl ustawy o myślistwie na terenach zamieszkanych nie można polować przy użyciu broni palnej, władze zdecydowały, że będą je odstrzeliwać… z łuku.