Adam Tański
Izba Zbożowo-Paszowa
W grudniu pojawiła się inicjatywa poselska, aby w przeciągu czterech lat doprowadzić do wyeliminowania śruty sojowej i białka pochodzącego z importu. Ma to być wymuszone poprzez system kar skierowanych przeciwko firmom paszowym. Jest to działanie niemożliwe do realizacji, ponieważ:
- nie jesteśmy w stanie wyprodukować tyle rodzimego białka paszowego w Polsce, aby utrzymać na dotychczasowym poziomie produkcję zwierzęcą;
- nasze krajowe białko roślinne nie odpowiada jakościowo tym parametrom, które oferuje śruta sojowa – co dotyczy zwłaszcza produkcji drobiowej;
- cała Unia jest uzależniona od importu śruty z zewnątrz. Jeśli nasz kraj zdecydowałby się na zablokować dostęp śruty sojowej, pojawi się w jej miejsce tańsza i gorsza pasza z innych krajów unijnych.
Fakt, że Europa nie może być w takim jak dotychczas stopniu uzależniona od importu zamorskiego białka – ale jeśli chcemy zatrzymać import zza Oceanu, zmiany trzeba podjąć gremialnie w Brukseli, a to wymaga czasu.
Krzysztof Ardanowski (PiS)
Sejmowa Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Zdecydowanymi przeciwnikami naszego rodzimego programu dla strączkowych jest przemysł paszowy, realizujący interesy zagranicznych firm i importerów soi. Ale nie można paszarni zmusić do realizacji celów wskaźnikowych w postaci obowiązkowej domieszki komponentów białkowych pochodzących z Polski – jak to ostatnio zaproponował Kukuz’15. Kto miałby to nadzorować?
Skłaniałbym się do innego rozwiązania: bazujmy na krajowym i światowym trendzie popytu na żywność non-GMO. Jeżeli polskie mięso, jaja, można oznaczyć jako nie modyfikowane genetycznie – to szansa dla naszej produkcji na rynku światowym.
W ministerstwie rolnictwa trwa obecnie praca nad oznaczeniem żywności non-GMO. Podobnie jak znak „Produkt polski”, który wchodzi od 1 stycznia br. Będzie nadawany tym firmom, które zagwarantują minimum 75% surowców pochodzenia krajowego pod nadzorem Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.
Konsumenci zdecydują, jakie produkty finalne chcą kupować – te mieszalnie pasz, które będą chciały korzystać z tego znaku, wejdą w niego dobrowolnie.
Zainteresowanie uprawą strączkowych jest tak duże, że trzeba było zmniejszyć stawki dopłat do hektara, by odpowiedzieć na zapotrzebowanie. Mądrzy rolnicy szukają też alternatywy dla monokultur zbożowych, naukowcy apelują o to, by wzbogacać płodozmian, pod groźbą pogorszenia plonowania polskich gleb. Rozwój upraw strączkowych jest więc koniecznością,
Ze strony budżetu system płatności dla strączkowych będzie nadal w Polsce podtrzymany. Na pewno mocno będzie kontrolowane to, by ze strączkowych zbierać plon, a nie „kosić” je talerzówką. To zwiększy podaż nasion i powinny być one przetworzone Polsce.
Trudno jednoznacznie określić, ile z 2 mln ton importowanej soi uda się zastąpić naszym białkiem. Niech będzie to 20%, może 50%. Ale wtedy nad Wisłą zostaną pieniądze, które obecnie wydajemy na zamorską soję, skorzystają na tym nasi rolnicy, gleba i bezpieczeństwo żywnościowe kraju.
oprac. pł