Publikowane przez ARiMR dane o powierzchni zasiewów, to jedne z bardziej precyzyjnych informacji o stanie polskiego rolnictwa. Przewaga tych danych nad GUS-owiskimi, polega na tym, że do ARiMR dane wprowadza indywidualnie każdy rolnik lub przedsiębiorstwo rolne. Pochodzą one zatem od samego źródła i są prawie pełne, a nie wynikają z próby statystycznej, jak to jest w przypadku badań GUS. Wadą danych z ARiMR jest lekkie ich zaniżanie. Rolnicy z obawy przed karami w większości przypadków podają powierzchnie nieco mniejsze, gdyż nauczeni złym doświadczaniem z pomiarami urzędników wg ortofotomap, wolą dostać mniej kasy niż narażać się na bardziej dotkliwe obcięcia dopłat. Cóż, nadgorliwość urzędnicza spowodowała, że dane nie są pewne w 100 procentach.
Jednakże nawet jeśli dane z bazy ARiMR są nieco zaniżone, to i tak są to bardzo precyzyjne informacje. Dodatkowo agencja publikuje je już piąty rok z rzędu i można na ich podstawie zacząć wyciągać wnioski o trendach w produkcji polowej.
Rośnie powierzchnia soi
W 2020 r. soję uprawialiśmy w Polsce na nieco ponad 20 tys. ha (patrz wykres poniżej). W 2024 roku mamy gwałtowny sok jej powierzani w górę, do wartości prawie 80 tys. ha. Zatem 4 razy więcej! Co takiego stało się, że soja znalazła tylu chętnych do jej siewu?
Przyczyn jest kilka. Pierwsza to coraz większa liczba rolników, którzy nauczyli się ją uprawiać i uzyskiwać stabilne plony. To zasługa drugiej z przyczyn – coraz lepszych, bardziej dostosowanych, czyli zwykle wcześniejszych odmian. Tutaj swój wkład mają firmy hodowlane, ale tez COBORU, który to zaczął badać odmiany i rekomendować je do uprawy w różnych rejonach kraju. Powstała też przy COBORU polska skala wczesności, co ułatwia wybór odmian. Kolejna z przyczyn, bardziej globalna, to ocieplający się klimat, który umożliwia nie tylko siew, ale zbiór suchych nasion. Rozwinęła się też branża biopreparatów oferujących różne szczepionki z bakteriami brodawkowymi dla soi.
Jednak jak widać na wykresie gwałtowny sok miał miejsce w bieżącym sezonie. Tutaj przyczyną jest UE, a konkretnie ekoschemat zróżnicowana struktura upraw. Według niego trzeba siać różne gatunki roślin, w tym mające pozytywny wpływ na bilans glebowej materii organicznej. Muszą one stanowić co najmniej 20% powierzchni gruntów ornych w gospodarstwie. W to wpisują się bobowate a wśród nich soja. Co ciekawe dopłata ta, w wysokości ostatnio równowartość 3 punktów, czyli ponad 300 zł/ha, dotyczy nie tylko powierzchni ww. roślin, np. bobowatych, ale do wszystkich GO. Stąd atrakcyjność ekoschematu. Ponadto w tym ekoschemacie nie ma mowy, jak to było jeszcze z dopłatami do bobwatych w EFA, zakazu stosowania chemicznych środków ochrony roślin. Ronicy mają zatem co najmniej 3 korzyści:
- dopłatę do całości GO;
- stabilny plon, gdyż można chronić rośliny przed chwastami, szkodnikami i chorobami środkami chemicznymi;
- poprawę gleby dla roślin następczych.
Rośnie udział soi w strączkowych
Wielu rolników zachęciła stawka oraz dodatkowe korzyści i korzystają z tego ekoschematu. Zatem nic dziwnego, że wzrosła powierzchnia soi w Polsce. Rosła też powierzchnia strączkowych (bobowatych grubonasiennych, jak bobik, grochy, łubiny i soja). W 2020 r. zasialiśmy ich 336 tys. ha, a w tym roku jest ich już ponad 508 tys. ha. Jednak to właśnie soi najbardziej przybywa hektarów. W 2020 r. stanowiła ona 6,4% wszystkich strączków (dominują od zawsze łubiny), a w tym roku jest jej 15,7% wśród strączkowych. Jeszcze daleko jej do poziomu łubinów, których w tym roku zgłoszono ponad 214 tys. ha, ale obecnie soja stanowi już dużo ponad 1/3 ich powierzchni.
Niestety nie zmienia się zasięg geograficzny uprawy soi w Polsce, a nawet jeszcze bardziej koncertują się jej zasiewy na południu Polski, a konkretnie w woj. małopolskim i podkarpackim. Rejony te wyrastają na liderów sojowych od początku istnienia tego gatunku w większej skali na naszych polach. Nic dziwnego – zarówno gleby, jak i klimat są tam sprzyjające.
Nie widać jednak rosnącego zainteresowania soją ze strony rolników w woj. dolnośląskim, o także sprzyjających warunkach. Mało tego – zainteresowanie w porównaniu do sytuacji sprzed 2–3 lat spadło. Wydaje się, że w większych gospodarstwach w tym rejonie soja nie znajduje przychylności ze względów organizacyjnych – jej siewy i zbiór przypadają w okresie intensywnej pracy w innych uprawach, jak kukurydza, ziemniak czy burak. Do eksochematu wykorzystuje się tam groch i bobik, zwłaszcza ten pierwszy wpisuje się organizacyjnie w sezon żniwny jarych.
Patrząc przez pryzmat województw największy udział w UR soja ma w powiatach:
- dolnośląskie – powiat średzki: 3,50%
- kujawsko-pomorskie – powiat lipnowski: 0,33%
- lubelskie – powiat chełmski i Chełm (uśrednione dla obu obszarów): 7,02%
- lubuskie– powiat nowosolski: 1,15%
- łódzkie – powiat skierniewicki i Skierniewice (uśrednione dla obu obszarów): 1,09%
- małopolskie – powiat tarnowski i Tarnów (uśrednione dla obu obszarów): 19,13%
- mazowieckie – powiat lipski: 0,74%
- opolskie – powiat głubczycki: 5,12%
- podkarpackie – powiat przemyski i Przemyśl (uśrednione dla obu obszarów): 17,49%
- podlaskie – powiat hajnowski: 0,42%
- pomorskie – powiat wejherowski: 0,72%
- śląskie – powiat pszczyński: 5,24%
- świętokrzyskie – powiat kazimierski: 1,89%
- warmińsko-mazurskie – powiat kętrzyński: 0,34%
- wielkopolskie – powiat chodzieski: 0,32%
- zachodniopomorskie – powiat policki: 0,78%
tcz