
Dr Juliusz Urban: No rzeczywiście, sytuacja z importem z Ukrainy jest pokazywana z różnych stron. Wiemy na pewno, i to z dokumentów Komisji Europejskiej, i to nie z danych z listopada, tylko ze świeżutkich z 22 stycznia, że ponad 1,25 mln ton kukurydzy w tym sezonie wjechało z Ukrainy na teren Polski i wiemy również, że prawie 580 tys. ton pszenicy wjechało do Polski i to są fakty pokazywane przez Komisję Europejską i jej organ DG AGRI.
Bartłomiej Czekała: A jak z kanałem przerzutowym? Jest tłok na granicach, jest dużo wagonów, jest dużo samochodów? Firmy duże kupują, handlują, idzie to do portu? Jak Ty to oceniasz z perspektywy przebiegu handlu w tej chwili?
Dr Juliusz Urban: Sporo kukurydzy jedzie do portów i rzeczywiście tutaj saldo jest zdecydowanie mniejsze. Natomiast kukurydza także przez drogi kolejowe jest transportowana do Niemiec, co zresztą już nie tylko odbija się na polskim rynku w sposób bezpośredni, ale i przytyka Wschodnie Niemcy, gdzie firmy paszowe dość mocno ograniczają zakupy. A przypomnę, że zwykle tak się to działo, że zboża ze wschodu Polski były przemieszczane z centrum kraju, a powiedzmy te z obszarów do 150 km od granicy niemieckiej były eksportowane do Niemiec poprzez różne firmy na kołach. Dzisiaj te możliwości odejścia się zwężają, więc rzeczywiście jesteśmy ściśnięci na polskim rynku. To jest też spotęgowane obniżającymi się cenami na giełdach światowych, no bo przecież zasadniczo importerzy, widząc spadki cen nie kupują z dużym wyprzedzeniem. Po co dzisiaj kupować coś, co jutro będzie tańsze? A przecież i tak wchodzimy już w miesiące coraz bliższe naszym nowym zbiorom.
Bartłomiej Czekała: Rolnicy są zdesperowani i załamani niskimi cenami skupu. W połowie stycznia zorganizowali kilka protestów w całym kraju. Teraz na początku lutego planowane są kolejne, w tym blokada granicy z Ukrainą. Politycy z kolei dociskani też przez rolników mówią o tym, że może jakiś skup interwencyjny będzie, może rekompensaty. Szczegóły mamy poznać 30 stycznia na posiedzeniu ministrów rolnictwa Unii Europejskiej. Minister Kowalczyk mówi, że ma plan, pomysł, ale powie o nim 30 stycznia. Natomiast jak ty to oceniasz? Jakie są w ogóle możliwości w tej chwili jakiejkolwiek regulacji czy interwencji na rynku poza skupem interwencyjnym, który może się zdarzyć wtedy, kiedy cena zbóż sięgnęłaby 101 euro. No ale nawet gdyby tak się wydarzyło, no to nikt się nie zdecyduje na sprzedaż zboża po takiej cenie, prawda?
Dr Juliusz Urban: Za bardzo nie chciałbym brnąć w dywagacje polityczne, bo co siedzi w głowach polityków - to trudno gdybać. Wiemy, że w tej chwili odbywa się faza badania ilości zapasów zmagazynowanych przez gospodarstwa. Być może też na kanwie informacji, które powszechnie są przekazywane, że około 70% starych zbóż, czy zbóż poprzednich żniw jest złożone w magazynach gospodarstw i firm handlowych. To może tutaj chcielibyśmy mieć prawidłowe, rzetelne dane. Ich oczywiście nie mamy. Więc może temu służy to badanie, a może swego rodzaju wstrzymaniu nadmiernej, oczekiwanej obecnie podaży zbóż przez chwilę na rynek. Co do interwencji, to wiemy, że rzeczywiście ta jest oparta na dotychczasowej, utrzymującej się od wielu wielu lat cenie interwencyjnej i mieć miejsca nie może. Jakiegoś rodzaju dopłaty za zboże zmagazynowane też trudno mi sobie wyobrazić, bo znowu byłoby to pytanie o nierówne traktowanie podmiotów. Przecież mamy rolnicze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, ale również firmy handlowe, które udrożniły w pewnym momencie rynek kupując zbyt drogo zboża w porównaniu do dzisiejszych cen i też nad nimi wisi brzemię upadłości.
Obejrzyj całą rozmowę w programie "Rolniczy temat"!